Posty

Gdy Alicja trafia do Krainy Czarów...

Obraz
 Chyba mało jest osób, które nie znałyby Alicji, tej z Krainy Czarów. Popularna przecież to książka no i film w reżyserii Tima Burtona także powszechnie znany. Pokusiłam się o omówienie tej lektury z moimi uczniami (klasy 4-6). W tym wpisie dowiesz się, jakie miałam pomysły na tę książkę.  Obiecałam uczniom, że przeczytam im książkę na głos, tak też i zrobiłam. Lubię im czytać, a oni lubią słuchać. Nie jest ona przecież jakoś przesadnie długa, więc na kilku kręgach udało mi się przeczytać całość. Zdecydowałam się omawiać tę pozycję z jednego, błahego wręcz powodu - mieliśmy zaplanowany spektakl teatralny, a właściwie musical ("Alicja w Krainie Czarów - Teatr Muzyczny Forte). Wybraliśmy się na niego po omówieniu treści książki. Powiem szczerze, uczniowie przyjęli sztukę różnie, ja także nie byłam do końca zadowolona. Szkoda, bo "Zemsta" w wykonaniu tej grupy jest fantastyczna. Przejdźmy jednak do sedna. Jak pracowaliśmy z lekturą "Alicja..."? Zaczęliśmy od uporz...

Czym są follow-upy?

Obraz
 Często w moich opowieściach o szkole pojawia się się słowo: FOLLOW-UP. Czym zatem ono jest, co w sobie mieści, co oznacza? Dziś służę wyjaśnieniem. W szkole Montessori nie ma zadań domowych, uczniowie pracują podczas pracy własnej nad follow-upami. Praca własna (jak sama nazwa wskazuje) jest czasem przeznaczonym na pracę. Nie ma lekcji, są na sali nauczyciele, których zadaniem jest obserwacja oraz wspieranie dzieci w razie potrzeby - bez narzucania się. Chodzi o to, by każdy z uczniów miał szansę zmierzyć się z zadaniami samodzielnie, na miarę swoich możliwości lub też poszukał wsparcia w kolegach. Po to właśnie mamy łączone grupy, by uczniowie z większym doświadczeniem mogli wspomóc innych. Na zasadzie pomocy koleżeńskiej. Nauczyciel oczywiście także może pomagać, naprowadzać i towarzyszyć uczniowi w tym procesie. Takie też jest moje zadanie.  Po lekcjach nauczyciel przedmiotowy może zadać uczniom zadanie do samodzielnej pracy. Jest to tzw. follow-up - tak, jest to słowo po ...

Skąd się wzięły nazwy miesięcy?

Obraz
Pomysł na ten materiał powstał z potrzeb uczniów. Pewnego dnia Amanda (moja uczennica) zapytała mnie, czy mogłabym przygotować lekcję na temu tego, skąd się wzięło nazewnictw miesięcy, dlaczego np. mówimy "grudzień". I oto są: karty, które wyjaśniają etymologię nazw miesięcy. Na kartach A4 przygotowałam w Canvie cudne grafiki, w pastelowych spokojnych kolorach, przedstawiają one naturę. Na tychże wypisałam każdy z miesięcy, pod spodem słowo, skąd dana nazwa pochodzi oraz dokładne wyjaśnienie. W opisie zawarłam także nazwy staropolskie, jako językową ciekawostkę i nie tylko... Dodatkowo przygotowałam mniejsze karty (prostokątne fiszki). Są one w trzech wersjach:  1. Nazwy miesięcy współczesne z grafiką; 2. Nazwy miesięcy staropolskie z grafiką; 3. Nazwy miesięcy staropolskie bez grafiki. Wygląda to tak: Jak pracować z tym materiałem? Na początku zajęć rozłożyłam uczniom karty z nazwami staropolskimi (bez grafiki). Robiłam to jedna po drugiej, a zadaniem uczniów było zastanowić...

Opowieść o świętym Mikołaju

Obraz
 Szkoły Montessori charakteryzują się tym, że wprowadzają w zagadnienia podczas tzw. Wielkich Lekcji. Są to opowieści, według których porządkuje się tematy. Klasycznie układają się one tak:   lekcja o  powstaniu wszechświata, o powstaniu życia na ziemi, o cywilizacjach, o historii pisma i o historii liczb.  Jest to coroczna praktyka w klasach 1-3 czy też starszych (6+12 lat). W klasach na wyższym poziomie edukacyjnym wykorzystujemy także opowieści. Ostatnio poprowadziłam lekcję o świętym Mikołaju. Na czym to polega? Przygotowujemy sobie opowieść (ja nauczyłam się tego od moich koleżanek "po fachu" - karty o świętym Mikołaju stworzyła Iza, jak układać materiały pokazała mi Eva). Musimy wiedzieć, co chcemy przekazać ucznim - ja założyłam sobie, by uświadomić uczniom, jaką drogę i transformację przeszedł św. Mikołaj. Od biskupa, po skomercjalizowanego, uśmiechniętego pana z otyłością brzuszną. Jak to zrobić? Możemy przygotować sobie karty z całą historią. Ja zaczęł...

Gramy w Mafię na motywach "Balladyny"

Obraz
 Nocne czytanie "Balladyny" oraz obserwacja dzieci zainspirowały mnie do stworzenia gry na motywach popularnej "Mafii". Wykorzystałam do tego profile postaci z dramatu Słowackiego.   Wydaje mi się, że większość młodych ludzi zna grę Mafia. Jest to gra psychologiczna. Uczestniczy gry wcielają się we właściwe postacie: Mafię (zabójców), Lekarza, Agenta i innych. Jest także Prowadzący, który dba o całokształt gry i jej porządek. Gra składa się z kilku tur i powtarzalnych rund.  Gra polega na wyeliminowaniu wszystkich członków mafii lub zabiciu wszystkich uczciwych obywateli miasta .   Ja postanowiłam wykorzystać postacie z lektury. Balladyna jest Mafią (przy większej liczbie uczestników można dodać Fon Kostryna jako drugiego zabójcy). Słowacki jest osobą prowadzącą; Pustelnik ma rolę lekarza; Goplana ma moc sprawdzenia, kto jest kim. Każda z postaci ma specjalną kartę, którą przygotowałam za pomocą sztucznej inteligencji. Słowacki tasuje i losowo rozdziela wśród graczy...

Przenosimy się w miejsce zbrodni - jak czytaliśmy "Balladynę".

Obraz
 Moim zdaniem przeżywanie i doświadczanie jest jednym z głównych filarów nauki. Staram się, by moi uczniowie mieli możliwość jak najczęściej "przeżywać" lekcje polskiego. I w taki sposób w mojej głowie narodził się pomysł odczytania "Balladyny". Zaprosiłam moich uczniów oraz rodziców i przyjaciół do szkoły wieczorem. Spotkaliśmy się   o godzinie 18:30, w planach był escape room oraz czytanie dramatu Słowackiego. Wcześniej przygotowałam scenariusz. Wyselekcjonowałam najważniejsze fragmenty tekstu, całości nie udałoby się przeczytać za jednym posiedzeniem... Każdy z nas otrzymał przydzieloną rolę, do której czytania musiał się przygotować. Ja zadbałam wcześniej o przestrzeń. Zaskoczyłam przybyłych już od wejścia. Postarałam się, by korytarz stał się miejscem tajemniczym. Przyczepiłyśmy taśmy ostrzegawcze, sztuczne pajęczyny, naklejki ze śladami krwi oraz "listy gończe" za Balladyną. Spozierała ona niemal z każdego kąta. Drzwi do sali były "okrwawione...

Jak pokolorować szkołę?

Obraz
 Zanim otrzymałam książkę Jakuba Tylmana, (przyznaję się bez bicia) nie znałam go. O dziwo! Co prawda, mignęła mi gdzieś w Internecie kolorowa okładka i zapowiedź publikacji o tytule "Jak pokolorować szkołę". Notabene - okładka ta (autor stylizowany na postać pana Kleksa) - robi wrażenie. I tutaj chciałabym się zatrzymać, gdyż świat i szkoła, w której pracuje pan Jakub przypomina brzechwowską Akademię, bo kolorowe szkiełka są tam na każdym kroku.  Nie chciałabym zbyt wiele zdradzać, gdyż czytanie tej pozycji jest swoistą przyjemnością. Książkę tę autor dedykuje osobom, którym edukacja leży na sercu. Moim zdaniem powinni przeczytać ją nie tylko entuzjaści. Powinni ją przeczytać PRZEDE WSZYSTKIM malkontenci. Dlaczego? Pan Tylman pokazuje, że w szkole można działać nieszablonowo, kreatywnie, udowadniając przy tym, że liczą się chęci, a nie grube pieniądze. Pokazuje, że się da i (mało tego) - daje on konkretne przykłady, wskazówki i rady, jak to zrobić. Opisuje on szkołę i działa...