Często w moich opowieściach o szkole pojawia się się słowo: FOLLOW-UP. Czym zatem ono jest, co w sobie mieści, co oznacza? Dziś służę wyjaśnieniem.
W szkole Montessori nie ma zadań domowych, uczniowie pracują podczas pracy własnej nad follow-upami. Praca własna (jak sama nazwa wskazuje) jest czasem przeznaczonym na pracę. Nie ma lekcji, są na sali nauczyciele, których zadaniem jest obserwacja oraz wspieranie dzieci w razie potrzeby - bez narzucania się. Chodzi o to, by każdy z uczniów miał szansę zmierzyć się z zadaniami samodzielnie, na miarę swoich możliwości lub też poszukał wsparcia w kolegach. Po to właśnie mamy łączone grupy, by uczniowie z większym doświadczeniem mogli wspomóc innych. Na zasadzie pomocy koleżeńskiej. Nauczyciel oczywiście także może pomagać, naprowadzać i towarzyszyć uczniowi w tym procesie. Takie też jest moje zadanie.
Po lekcjach nauczyciel przedmiotowy może zadać uczniom zadanie do samodzielnej pracy. Jest to tzw. follow-up - tak, jest to słowo po angielsku, które nie ma polskiego odpowiednika. Chodzi tutaj bowiem o zadanie, które jest rozwijające, ma pozwolić na zgłębienie wiedzy, podążanie za wiedzą. To, co zaprezentuje nauczyciel ma stać się inspiracją do dalszych działań. Stąd ta nazwa. Oczywiście, możemy powiedzieć zwyczajnie zadanie, jednakże jest to nazwa przyjęta w szkołach Montessori i tyle. Tłumaczę to tutaj, ponieważ niejednokrotnie czytałam już zarzut, że "zaśmiecam" nasz język (a jestem przecież polonistką i nie wolno mi tego robić).
Jak wygląda to w praktyce?
Każda klasa ma folder, do którego nauczyciele przedmiotowi wkładają kartki z follow-upami. Zadania podzielone są na trzy poziomy: zielony, żółty i czerwony.
Zadanie zielone jest zadaniem podstawowym - obowiązuje każdego ucznia.
Zadanie żółte jest już trudniejsze, może wymagać więcej wysiłku.
Zadaniem czerwone jest zadaniem z poziomu "eksperckiego" - zarezerwowane dla uczniów zainteresowanych danym przedmiotem, pragnących rozwijać i zgłębiać swoją wiedzę. Ja staram się, by były to zadania bardzo ciekawe, często jakieś manualne, przyjemne w wykonaniu. Zależy mi na tym, by uczniowie chcieli po nie sięgać. Aby sięgnąć po zadanie z poziomu czerwonego, naspie należy zrobić zielone, następnie żółte i na końcu czerwone.
To, które zadania wybierają uczniowie, przekłada się na ocenę końcowonroczną. W przypadku mojego przedmiotu, jeśli ktoś jest zainteresowany oceną celującą, czy bardzo dobrą - musi sięgać po follow-upy z najwyższych poziomów i wszystkie muszą być wykonane. Poza tym muszą być oddawane w wyznaczonym przeze mnie terminie.
Czasami bowiem dzieje się tak, że uczniowi zdarzy się nie zrobić jakiegoś zadania. Wówczas otrzymuje on czarną kropkę i to również ma wpływ na ich ocenę z danego przedmiotu.
Wszystkie follow-upy są zapisywane na kartkach, wiszących w sali na tablicy korkowej. tam nauczyciele odhaczają uczniom zadania na właściwe poziomy. Podczas pracy własnej uczeń podchodzi do tablicy i swobodnie może sprawdzić, co ma jeszcze do zrobienia.
Cyfrowy odpowiednik jest również dostępny w dzienniku elektronicznym Ontrack Montessori.
Czasami dzieje się oczywiście tak, że follow-up nie ma żadnych poziomów. W moim przypadku są to na przykład prace literackie, które są po prostu na zaliczenie.
Z pewnością taka forma zadań sprzyja rozwijaniu zainteresowań uczniów danym przedmiotem. Jeśli ktoś jest specem w matematyce, skupia się na follow-upach z matmy i robi wszystko na czerwono. Nie lubi polskiego i nie zależy mu na ocenie na koniec roku? Wystarczy, że będzie zadania zaliczał na poziom zielony. W jakiejś mierze sprzyja to indywidualizacji i moim zdaniem, jest bardzo dobrym rozwiązaniem.
Dzień dobry, a jak te „ kropeczki” przekładają siè na ocenè na świadectwie? Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń